Lam, Lama i Droga. Jak rysunek Aleistera Crowleya stał się istotą

Niewiele wizerunków związanych z Aleisterem Crowleyem zrobiło tak osobliwą karierę jak niewielki rysunek przedstawiający łysą, wielkogłową postać o wąskich oczach i niemal nieruchomym wyrazie twarzy. Dziś niemal automatycznie nazywa się ją „Lamem”, a w popularnym obiegu niejednokrotnie przedstawia jako pozaziemską inteligencję, z którą Crowley miał nawiązać kontakt jeszcze przed narodzinami współczesnej ufologii. Charakterystyczna głowa natychmiast przywodzi na myśl późniejsze wyobrażenia kosmicznych „szaraków”, przez co historia wydaje się wręcz zbyt doskonała: na kilka dziesięcioleci przed Roswell, Betty i Barneyem Hillami czy okładką Communion Whitleya Striebera słynny mag miał sportretować istotę należącą do tego samego ikonograficznego typu. Problem zaczyna się w chwili, gdy odwrócimy kolejność rozumowania i zamiast pytać, kim był Lam, zapytamy najpierw: co właściwie wiemy o samym rysunku?

Najwcześniejsza historia jest skromniejsza, ale zarazem znacznie ciekawsza od późniejszej legendy. Rysunek został pokazany publicznie w Nowym Jorku w 1919 roku na wystawie prac Crowleya i opublikowany w tym samym roku w „The Equinox”, t. III, nr 1, jako frontyspis do jego komentarza do The Voice of the Silence Heleny Pietrowny Bławatskiej, oznaczonego jako Liber LXXI. Nie otrzymał jednak tam tytułu „Lam”. Nosił tytuł The Way – Droga. Podpis głosił, że lam jest tybetańskim słowem oznaczającym drogę lub Ścieżkę, natomiast lama ma oznaczać „tego, który idzie”, „kroczącego ścieżką”, a jego wartość numeryczna wynosi 71 — tyle samo co numer komentowanej księgi. Oryginalny tekst Liber LXXI potwierdza właśnie taki kontekst publikacji.

Już w tej krótkiej nocie znajduje się zalążek całej późniejszej historii, ale również pierwsza pułapka. Crowley poprawnie rozpoznawał tybetańskie ལམ — lam — jako „drogę”, „ścieżkę” lub „sposób”. Mylił się natomiast, wyprowadzając od niego lama. Tybetańskie bla ma jest osobnym wyrazem, od stuleci używanym jako odpowiednik sanskryckiego guru. Nie oznacza „tego, który idzie” i nie powstaje przez dodanie końcówki do lam. Współczesne słowniki i badania nad historią tego terminu pozostawiają w tej kwestii niewiele wątpliwości. Crowley dokonał więc czegoś dla siebie bardzo charakterystycznego: rzeczywiste słowo języka obcego potraktował jako punkt wyjścia do swobodnej konstrukcji filologiczno-kabalistycznej.

Nie znaczy to, że podpis jest bezładnym błędem. Wręcz przeciwnie. Ostatnie zdanie zdradza właściwy mechanizm. Hebrajski zapis LAM jako lamed–alef–mem daje wartość 71: 30 + 1 + 40. Jest to równocześnie numer Liber LXXI. Dla Crowleya taka zgodność liczbowa nie była ozdobnikiem, lecz uprawnioną metodą egzegezy. Słowo tybetańskie, jego angielska transliteracja, hebrajska gematria i numer księgi zostają więc połączone w jedną sieć. Nie jest to filologia w nowoczesnym znaczeniu. To hermeneutyka magiczna, w której podobieństwo fonetyczne, liczba i symbol mogą posiadać większą wagę niż rzeczywiste pokrewieństwo językowe.

Właśnie dlatego spór „Lam czy Lama?” jest czymś więcej niż korektą jednego słownikowego błędu. Pokazuje dwie odmienne metody czytania Crowleya. Historyk pyta, jakie słowo rzeczywiście występuje w tybetańskim i co Crowley napisał w źródle. Mag pyta natomiast, dlaczego lam, lama i liczba 71 spotkały się w jednym miejscu i jakie znaczenie można z tego spotkania wydobyć. Problem rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy odpowiedź należąca do drugiej kategorii zostaje po latach przedstawiona jako fakt należący do pierwszej.

Istotny jest również kontekst samej publikacji. The Way nie pojawiło się jako ilustracja traktatu o przywoływaniu istot międzyplanetarnych, lecz przy The Voice of the Silence. Bławatska pisała tam o ścieżce, milczeniu, wyrzeczeniu i duchowej realizacji; Crowley komentował dzieło z perspektywy własnego systemu inicjacyjnego. Liber LXXI znajdowało się wśród oficjalnych instrukcji A∴A∴ publikowanych w tak zwanym „niebieskim ekwinoksie”. Samo umieszczenie postaci zatytułowanej „Droga” przed tekstem o „Głosie Milczenia” sugeruje więc interpretację inicjacyjną znacznie bardziej bezpośrednio niż jakiekolwiek późniejsze skojarzenie ufologiczne.

Wizerunek również nie jest tak jednoznaczny, jak wydaje się dzisiejszemu odbiorcy wychowanemu na ikonografii „grey aliens”. W opublikowanej wersji widzimy dużą, łysą czaszkę, zwężającą się twarz, niewielkie usta i oczy, których wyraz jest raczej introspektywny niż agresywny. W tekście Krzysztofa Azarewicza zatytułowanym „Lam czy Lama? Historia słynnego rysunku Aleistera Crowleya” autor zwraca dodatkowo uwagę na niezwykle istotny szczegół: w wersji pierwotnej postać posiadała koronę lub tiarę, usuniętą przed reprodukcją w „The Equinox”. Jeżeli uwzględnimy ten element, wizualny stereotyp „szaraka” staje się jeszcze mniej oczywisty. Korona wprowadza hieratyczny charakter, sugeruje rangę, władzę lub inicjacyjny status. Późniejsze odczytanie obrazu jako portretu kosmity zostało w znacznej mierze umożliwione właśnie przez oderwanie go od pierwotnej otoczki.

Interesujące jest też późne świadectwo samego Crowleya. W dzienniku z 8 maja 1945 roku, gdy przekazywał rysunek Kennethowi Grantowi, określił go jako The Lama. Azarewicz przywołuje również wspomnienie Williama Holta, który około 1943 roku miał zapytać Crowleya, kogo przedstawia rysunek, i usłyszeć odpowiedź: „To? To mój guru”. Pierwsze świadectwo jest bezpośrednim zapisem Crowleya, drugie — wspomnieniem opublikowanym później, a więc materiałem słabszym. Oba mają jednak wspólny kierunek: prowadzą ku lamie jako nauczycielowi, nie ku „Lamowi” jako nazwanej pozaziemskiej istocie.

Można oczywiście zapytać, jakiego rodzaju guru miałby przedstawiać ten osobliwy portret. Tutaj kończy się bezpieczna historiografia, a zaczyna interpretacja. Crowley przez całe życie posługiwał się postaciami orientalnych mędrców jako maskami własnej duchowej tożsamości. Fascynowały go Chiny i taoizm; identyfikował się z Ko Hsuanem, tworzył fantastyczne wschodnie persony, pozował jako Ho Tai i mówił o swoim duchowym pokrewieństwie z Dalekim Wschodem. Azarewicz proponuje więc, aby „Lamę” odczytać jako rodzaj symbolicznego portretu wewnętrznego Mistrza — nie realistycznego autoportretu Crowleya, lecz wyobrażenia tej części Jaźni, która pełni funkcję guru. Jest to hipoteza, ale dobrze przylega do późnego określenia „mój guru”.

Do tej interpretacji można dołączyć drugi wątek: osobliwie prenatalną fizjonomię postaci. Olbrzymia głowa i zredukowane ciało sprawiają, że rysunek równie łatwo jak istotę z kosmosu może przypominać embrion lub płód. Na tej samej nowojorskiej wystawie Crowley pokazywał pracę Birth Control, przedstawiającą płód o wielkiej głowie stojący naprzeciw kobiety. Samo podobieństwo niczego nie dowodzi, ale ujawnia, że tego rodzaju fizjonomia rzeczywiście występowała w jego ówczesnej wyobraźni plastycznej.

Motyw nabiera dodatkowego znaczenia, kiedy spojrzymy na późniejszą Księgę Thota. Crowley interpretuje Eremitę jako jod, nasienie, fallusa i Logos, którego fizycznym przedstawicielem jest plemnik. Nie wolno przenosić tekstu z 1944 roku mechanicznie na rysunek z 1919 roku, ale można zauważyć ciągłość pewnej idei: to, co najmniejsze i jeszcze niezamanifestowane, może zawierać w sobie całość przyszłej formy.

Ta sama struktura pojawia się w Księdze kłamstw, w Liber Samek i w języku, którym Crowley opisuje Świętego Anioła Stróża. Nasienie, bindu, Dziecię, Karzeł, Nienarodzony i Milcząca Jaźń tworzą cały zespół figur skupionej potencjalności. Anioł nie jest dla Crowleya jedynie zewnętrznym niebiańskim opiekunem. Bywa przedstawiany jako najgłębsza i zarazem nadrzędna zasada człowieka, której świadome ego jeszcze nie zna, choć od początku podlega jej kierownictwu. Azarewicz właśnie w tym kontekście interpretuje późne „To mój guru”: guru byłby wewnętrznym przewodnikiem, który zna Drogę wcześniej, niż osobowość potrafi ją sobie uświadomić.

Nie jest to jedyna możliwa interpretacja, ale ma ważną przewagę nad teorią kosmity: wyrasta z pojęć faktycznie obecnych w systemie Crowleya. Nie potrzebuje ani Syriusza, ani Andromedy, ani Lovecraftowskiego płaskowyżu Leng. Wystarczą Droga, Milczenie, guru i ukryta Jaźń.

W tym miejscu nie sposób uniknąć Operacji Amalantrah z 1918 roku. To właśnie ona stała się później głównym fundamentem przekonania, że rysunek przedstawia istotę napotkaną podczas działań magicznych Crowleya w Nowym Jorku. Zachowany zapis zawiera rzeczywiście niezwykle sugestywne elementy. Pojawia się czarodziej Amalantrah, tajemnicze jajo i zdanie „To wszystko jest w jaju”. W dalszych wizjach jajo powraca jako przedmiot o szczególnym znaczeniu. Istnieją więc dostateczne podstawy, aby dostrzec pewne powinowactwo symboliczne pomiędzy działaniem z 1918 roku a późniejszym rysunkiem o jajowatej głowie.

Nie istnieje natomiast najważniejszy element potrzebny do przejścia od podobieństwa do identyfikacji: w zachowanym zapisie nie występuje istota o imieniu Lam. Nie ma sceny, w której Crowley spotyka wielkogłową postać, poznaje jej imię i wykonuje portret. Amalantrah jest Amalantrahem; występują także inne nazwane postacie, wizje i inteligencje. „Lam” nie pojawia się. To rozróżnienie jest fundamentalne, ponieważ znaczna część późniejszej literatury odwraca relację dowodową: ponieważ rysunek przypomina jajo, a w działaniu pojawia się jajo, zakłada się, że rysunek musi przedstawiać istotę z działania.

Autorem decydującego przesunięcia był Kenneth Grant. W The Magical Revival z 1972 roku opublikował portret „Lamy” jako „pozaziemską Inteligencję, z którą Crowley pozostawał w kontakcie astralnym w 1919 roku”. Było to twierdzenie znacznie mocniejsze niż cokolwiek, co zachowało się u Crowleya. W późniejszych książkach Grant rozbudowywał konstrukcję: łączył Lamę z Operacją Amalantrah, jajem, przyszłym Eonem Maat, Wielkimi Przedwiecznymi Lovecrafta, Syriuszem, Andromedą i Leng. Azarewicz trafnie zauważa tutaj charakterystyczną zmianę modalności: początkowe „czy możliwy jest związek?” w kolejnych warstwach tradycji zamienia się w „związek istnieje”, mimo że nie pojawia się żadne nowe źródło Crowleya.

Nie oznacza to, że Grant jest nieinteresujący. Przeciwnie – jest kluczową postacią tej historii, ale z innego powodu niż sam by zapewne chciał. Nie tyle odkrył Lama, ile go stworzył jako odrębny byt tradycji okultystycznej. Z enigmatycznego portretu o niewyjaśnionym znaczeniu uczynił centrum nowej mitologii. To akt hermeneutyczny analogiczny do wielu procesów zachodzących w historii religii: stary obraz zostaje wyrwany z pierwotnego kontekstu, otrzymuje nową nazwę, nową opowieść pochodzenia i nowe rytuały, po czym następne pokolenie poznaje już nie pierwotny artefakt, lecz jego rozwiniętą legendę.

Najlepiej widać to w The Lam Statement. Portret zostaje tam ustanowiony jako wizualny punkt koncentracji, rodzaj jantry; słowo „Lam” staje się mantrą; praktykujący ma projektować świadomość poprzez oczy postaci i wchodzić w „Jajo Ducha” reprezentowane przez jej czaszkę. W tym momencie historia rysunku zamienia się w praktykę religijno-magiczną. Od tej chwili kolejne doświadczenia adeptów mogą być interpretowane jako potwierdzenia „kontaktu z Lamem”, ponieważ sam rytuał został skonstruowany właśnie po to, aby wytworzyć doświadczenie rozpoznawane pod tym imieniem.

Tekst „The Mystery of LAM” fratra 273 należy już bezpośrednio do tego etapu recepcji. Jego otwierająca grafika nie przedstawia oszczędnego rysunku Crowleya, lecz otacza postać rozbudowaną ornamentalną ikonografią: skrzydlatą formą przypominającą jajo lub dysk, emblematami i ezoteryczną ramą. Sam obraz pokazuje więc, jeszcze zanim rozpocznie się tekst, jak daleko zaszła symboliczna amplifikacja pierwowzoru.

Frater 273 zachowuje początkowo interesujący agnostycyzm. Przyznaje, że inteligencje mogą istnieć obiektywnie albo działać dlatego, że siłę nadaje im ludzki umysł. Problem ontologii uważa za mniej istotny niż ich realny wpływ na praktykującego. Jest to stanowisko filozoficznie znacznie bardziej wyrafinowane niż prosta wiara w kosmitę. Przypomina ono klasyczną postawę operacyjną magii: nieważne, czy bóg jest autonomiczną istotą, kompleksem psychicznym czy formą wyobrażenia, jeśli doświadczenie spotkania wywołuje rzeczywistą transformację.

Jednocześnie praktyka proponowana przez fratra 273 pokazuje, jak łatwo fenomenologia może stać się samopotwierdzającym systemem. Adept ma obudzić się po około pięciu godzinach snu, przejść do innego pomieszczenia, intensywnie wpatrywać się w oczy postaci, monotonnie powtarzać „LAM”, wykonywać rytmiczne skurcze mięśni, po czym wrócić do łóżka i przenosić uwagę kolejno pomiędzy wzrokiem, słuchem i dotykiem. Następnie pojawić się mają żywe sny, fałszywe przebudzenia i spotkania z inteligencją Lama.

Nie potrzeba jednak hipotezy pozaziemskiej, aby przewidzieć przynajmniej część tych efektów. Współczesne badania nad świadomym śnieniem pokazują, że przerwanie snu w drugiej połowie nocy, okres czuwania i ponowne zaśnięcie – technika znana jako wake-back-to-bed czyli w dosłownym tłumaczeniu „obudź się i wróć do łóżka” – może znacząco zwiększać częstość świadomych snów i intensywnych doświadczeń w fazie REM. Jeżeli przed powrotem do snu człowiek przez kilkanaście minut intensywnie koncentruje się na charakterystycznej twarzy i powtarza jej nazwę, pojawienie się tego motywu w śnie nie powinno dziwić. Nie dowodzi to, że doświadczenie jest bezwartościowe; pokazuje jedynie, że doświadczenie samo nie rozstrzyga pytania o ontologię jego przedmiotu.

I właśnie tutaj dwa analizowane teksty niespodziewanie się spotykają. Azarewicz widzi w Lamie możliwy obraz ukrytej Jaźni i wewnętrznego guru. Frater 273, choć wychodzi od kontaktu z osobną inteligencją, dochodzi pod koniec do przekonania, że każde spotkanie z inteligencją jest ostatecznie spotkaniem z własną Jaźnią: wszystkie postacie zbiegają się w jednym centrum. Różnią się więc drogą, ale dochodzą do podobnej intuicji. Pierwszy wydobywa ją przez analizę symboliki Crowleya; drugi poprzez praktykę wizjonerską.

Możliwe, że właśnie tu znajduje się najbardziej płodne znaczenie The Way. Nie trzeba rozstrzygać, czy rysunek przedstawia Świętego Anioła Stróża, płód, guru, przyszłego człowieka, istotę astralną czy jedynie fantastyczny portret. Jego niezwykła skuteczność symboliczna może wynikać właśnie z tego, że pozostaje nieokreślony. Ma twarz, ale nie posiada biografii. Patrzy, ale nie mówi. Jest antropomorficzny, lecz nie całkiem ludzki. Jego głowa może być czaszką, jajem, nasieniem lub mandalą. Brak wyraźnej opowieści Crowleya pozostawił pustą przestrzeń, którą kolejne pokolenia mogły wypełniać własną treścią.

W tym sensie określenie „Droga” jest bardziej trafne niż jakakolwiek próba ustalenia jednego imienia postaci. Droga nie jest przecież miejscem, do którego się przybywa, lecz przestrzenią przejścia. Nie ma własnej treści niezależnej od tego, kto nią idzie. Rysunek Crowleya zachowuje podobną funkcję: stał się ekranem, na który można było kolejno projektować tybetańskiego lamę, wewnętrznego guru, Świętego Anioła Stróża, kosmitę, awatara Eonu Maat, szaraka, przyszłego człowieka i odbicie własnej Jaźni.

Historia Lama jest więc przede wszystkim historią okultystycznej mitogenezy. W 1919 roku mamy rysunek zatytułowany The Way, tybetańskie słowo lam, błędną etymologię lama i kabalistyczną liczbę 71. W latach czterdziestych pojawia się „Lama” i wspomnienie o „guru”. W latach siedemdziesiątych Grant nadaje postaci status pozaziemskiej inteligencji. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych powstaje formalny Kult Lama, sieć korespondencji z Lovecraftem, Maat i kosmologią Tyfoniczną. Następne pokolenia tworzą nowe praktyki, a ich własne wizje wracają następnie do tradycji jako dalszy materiał potwierdzający istnienie Lama.

Nie trzeba tego procesu ośmieszać. Jest on bowiem niemal modelowym przykładem tego, jak powstają żywe symbole religijne. Obraz zaczyna znaczyć więcej niż znaczył dla swojego twórcy, ponieważ przechodzi w ręce wspólnoty. Historyk ma obowiązek pamiętać, gdzie kończy się Crowley, a zaczyna Grant, Staley czy frater 273. Mag może natomiast świadomie pracować również z późniejszymi warstwami, pod warunkiem że nie przedstawia ich jako faktów dotyczących 1918 czy 1919 roku.

Najbezpieczniejsza odpowiedź na pytanie „kim był Lam?” brzmi zatem: nie wiemy, czy Crowley w ogóle uważał, że narysował istotę o takim imieniu. Wiemy, że stworzył rysunek The Way, powiązał go z tybetańskim lam, liczbą 71 i tekstem o Drodze oraz Milczeniu. Wiemy, że pod koniec życia nazywał go „Lamą”, a według relacji Holta określił przedstawioną postać mianem swojego guru. Wiemy również, że późniejsza tradycja dokonała z tego materiału radykalnej transformacji. Wszystko ponadto należy już do interpretacji.

Być może jednak właśnie owa niepewność jest największą siłą tego obrazu. Gdyby Crowley pozostawił szczegółowy komentarz wyjaśniający, kim jest postać, jej historia prawdopodobnie byłaby znacznie krótsza. Brak objaśnienia stworzył przestrzeń. Kenneth Grant zamienił ją w bramę kosmiczną. Frater 273 — w narzędzie pracy ze snem i seksualnością. Azarewicz — w możliwość odczytania ukrytej Jaźni i wewnętrznego Mistrza.

A sam rysunek nadal milczy.

I być może dlatego wciąż działa.

Bibliografia

  • Krzysztof Azarewicz, „Lam czy Lama? Historia słynnego rysunku Aleistera Crowleya”.
  • Frater 273, „The Mystery of LAM”.
  • Aleister Crowley, The Equinox, t. III, nr 1, Universal Publishing Company, Detroit 1919; zwłaszcza Liber LXXI. The Voice of the Silence.
  • Aleister Crowley, The Amalantrah Working, 1918, znane także jako Liber XCVII / DCCXXIX.
  • Aleister Crowley, Księga kłamstw, przeł. Krzysztof Azarewicz, Lashtal Press, Gdynia 2022.
  • Aleister Crowley, Księga Thota, przeł. Krzysztof Azarewicz, red. William Breeze i Krzysztof Azarewicz, Lashtal Press, 2016.
  • Aleister Crowley, Liber Samek, w: Magick in Theory and Practice, Lecram Press, Paris 1930.
  • Aleister Crowley, Magical and Philosophical Commentaries on The Book of the Law, red. John Symonds, Kenneth Grant, 93 Publishing, Montreal 1974.
  • Aleister Crowley, dziennik z 1945 roku, Gerald J. Yorke Collection, Warburg Institute, NS 23.
  • Kenneth Grant, The Magical Revival, Frederick Muller, London 1972.
  • Kenneth Grant, Outside the Circles of Time, Frederick Muller, London 1980.
  • Kenneth Grant, „A Statement Concerning the Cult of Lam”, Starfire, t. I, nr 3, 1989.
  • Kenneth Grant, Remembering Aleister Crowley, Skoob Books, London 1991.
  • Kenneth Grant, Hecate’s Fountain, Skoob Books, London 1992.
  • Michael Staley, „Lam: The Gateway”, Starfire, t. I, nr 5, 1994.
  • Michael Staley, „The Lam-Serpent Sadhana”, Starfire, t. II, nr 1, 1996.
  • William Holt, I Still Haven’t Unpacked, George C. Harrap & Co., London 1953.
  • Nicolas Hartsoeker, Essai de dioptrique, Anisson, Paris 1694.
  • Turrell V. Wylie, „Etymology of Tibetan: Bla ma”, Central Asiatic Journal, t. 21, 1977.
  • Michael L. Walter, Buddhism and Empire: The Political and Religious Culture of Early Tibet, Brill, Leiden 2009.
  • Daniel Erlacher, Tadas Stumbrys, „Wake Up, Work on Dreams, Back to Bed and Lucid Dream: A Sleep Laboratory Study”, Frontiers in Psychology, 2020.